Mity a rzeczywistość

Nieznana historia Mazur i Prus Książęcych w opisie opiekuna Muzeum Reformacji w Mikołajkach, pana Rejnolda Kuchna.

 

Walka o chrystianizację północnego Mazowsza, znaczona śladami krwi, prowadzona była od niepamiętnych czasów. To tu zginął męczeńską śmiercią św. Wojciech, pochowany później w Gnieźnie. Po sprowadzeniu Zakonu Krzyżackiego ziemie te przez wieki uginały się pod jego jarzmem. Dopiero po jego ostatecznym złamaniu i zlikwidowaniu w 1525 r. stały się one lennem Korony Polskiej. Nazwane zostały Prusami Książęcymi i za przyzwoleniem króla Zygmunta I Starego dnia 28 maja 1525 roku wprowadzono w nich wyznanie ewangelickie.

Prusy Książęce, gdzie Reformacja zatknęła sztandar Odrodzenia, stały się w XVI w. drugą - obok stołecznego Krakowa - kolebką piśmiennictwa polskiego. Mowa polska rozbrzmiewała w świątyniach mazurskich, powstawały polskie szkoły, przygotowujące młodzież do uniwersytetu w Królewcu, który założył w 1544 r. książę Albrecht (1490 - 1568), siostrzeniec króla Zygmunta I Starego, przy pomocy polskich uczonych: Stanisława Rafajłowicza i Abrahama Kulwiecia. Uczelnia ta otrzymała decyzją króla Zygmunta II Augusta prawa Akademii Krakowskiej. Czerpali tam światło wiedzy ludzie tej miary, co Erazm Gliczner - Skrzetuski, Bieniasz Budny, Jan i Piotr Kochanowscy, Jan i Jakub Nowowiejscy oraz cały zastęp luminarzy kultury polskiej.

Potężna i imponująca stała się w XVI w. ekspansja polska na ziemie Prus Książęcych. Potwierdzają to nawet niemieccy uczeni, np. Max Toeppen, wybitny historyk pruski i autor „Historii Mazur”, który pisał że: „…pień ludności pruskiego Mazowsza był polski za czasów zakonnych i nie tylko w 1525, lecz już w 1450”. W księstwie ponad 50 % ludności stanowili Polacy z Mazowsza (gł. teren Mazur), tzn. szacunkowo ok. 100 tysięcy mieszkańców. Na Mazurach ok. 1580 r. było 70 parafii ewangelickich.

Drukarz i pisarz krakowski Jan z Sącza, zwany tu Maleckim, założył w Ełku w 1536 r. polską drukarnię. Tu rozpoczęto druk pierwszego polskiego przekładu Nowego Testamentu, ukończony ostatecznie w Królewcu. Liczne utwory pisarzy polskich wychodziły z trzech tłoczni królewieckich, znajdując czytelników nie tylko w Prusach, ale i w Koronie. Do stolicy księstwa przyjeżdżali wybitni literaci polscy. Obok Mikołaja Reja, drukującego tutaj swe utwory, i Andrzeja Frycza Modrzewskiego, na dworze księcia Albrechta Hohenzollerna gościł też młody Jan Kochanowski (1555 - 56). Wybitni mężowie: J. Seklucjan, S. Murzynowski i J. Malecki prowadzili gorące dysputy - nie o dogmatach religijnych, lecz o pięknie i bogactwie języka polskiego, przyczyniając się do stworzenia literackiej polszczyzny.

W Prusach Książęcych powstało pierwsze polskie tłumaczenie Nowego Testamentu i pierwsza polska ortografia (1551 - 53). W Królewcu ukazał się drukiem pierwszy polski hymn narodowy „Canto pro Respublica” w przekładzie Jakuba Lubelczyka.

Liczny był zastęp pisarzy - szermierzy o mowę polską: Hieronim Malecki, Wojciech Nowowiejski, Eustachy Trepka, Jan Radomski, Marcin Kwiatkowski i inni. Ścisły kontakt z nimi utrzymywali: Jan Kochanowski, Mikołaj Rej, Jan Łaski oraz Andrzej Frycz Modrzewski.

Hasła epoki Odrodzenia, nawołujące do unarodowienia literatury polskiej brzmiały w Prusach Książęcych daleko pełniej niż w Krakowie. W Prusach słowo drukowane zaczęło docierać pod strzechy i stało się ważnym elementem kultury narodowej.

Masy mazurskie długo nie mogły pogodzić się z utratą macierzy (1657 r.) oraz wyrzeczenia się ziemi mazurskiej przez Rzeczpospolitą, z czym tak łatwo oswoiło się nieudolne i niedołężne otoczenie króla Jana Kazimierza. Zastęp magnatów i szlachty polskiej pozostał w tej kwestii zupełnie obojętny i nieczuły.

Przez długie wieki Prusy były celem wędrówki wszystkich prześladowanych w Polsce, wygnanych z kraju różnowierców. W II połowie XVII w. ziemia mazurska przygarnęła banitów, arian, tych najbardziej światłych i najmądrzejszych wówczas Polaków, którzy padli ofiarą fanatyzmu religijnego, ciemnoty i głupoty w kraju. Na ziemi mazurskiej spoczęły prochy Samuela Przypkowskiego, zwanego „światłem Europy”, Zbigniewa Morsztyna, znakomitych kartografów: Józefa Narońskiego oraz Samuela i Władysława Suchodolskich (nagrobki Morsztynów zniszczono po 1945 r. jako poniemieckie).

Na początku XVIII w., kiedy żadne z polskich miast nie mogło poszczycić się polskim czasopismem, tygodnik „Poczta Królewiecka”, dla Mazurów wydawany przez J. Cenkiera, w Rzeczypospolitej miał licznych czytelników i zwolenników. Miłość do mowy polskiej krzewili wśród ludności mazurskiej ks. Samuel Tschepius (właśc. Trzepski) oraz ks. Jerzy Wasiański, autor popularnego kancjonału i zarazem jednego z największych bestsellerów nie tylko literatury religijnej, ale i literatury polskiej w ogóle. Samuel Tschepius, wielki znawca i miłośnik piśmiennictwa polskiego, posiadał w Królewcu słynną bibliotekę polską, szczycącą się wieloma białymi krukami - najstarszymi wydawnictwami polskimi oraz bezcennymi rękopisami i zapiskami.

Wiek XIX przyniósł ciężką walkę o szkołę polską. Kwitnące od XVI w. piśmiennictwo polskie zostało niemal całkowicie zlikwidowane. Zaranie tego stulecia dało jednak trzech wybitnych mężów, którzy upominali się o mowę polską. Byli to: pastor Krzysztof Celestyn Mrągowiusz, uczony leksykograf i znawca języka polskiego, przyjaciel A. Mickiewicza, pastor Gustaw Gizewiusz (właściwie Gustaw Marcin Giżycki), pisarz, folklorysta i zbieracz pieśni regionalnych, oraz Wojciech Kętrzyński, wybitny historyk i etnograf, wieloletni dyrektor Biblioteki Ossolińskich (1876 - 1918), uczestnik powstania styczniowego.

Odcięty od dorobku kulturalnego Polski lud mazurski czerpał strawę duchową ze starych kancjonałów i postylli, mówił archaiczną polszczyzną z czasów Reja i aż do epoki radia z polskich poetów najbardziej znał i lubił Jana Kochanowskiego, którego pieśni i psalmy znajdowały się od zawsze w mazurskich śpiewnikach ewangelickich.

Piśmiennictwo polskie w Prusach czerpiące życiodajne soki z okresu Reformacji miało przez cztery stulecia charakter religijny. Ale obok piśmiennictwa występowała też przebogata twórczość ludowa: malowidła, rzeźby, pieśni, legendy. Jest ona najlepszym obrazem tragicznych dziejów mazurskiego ludu i jego cierniowej drogi poprzez lata ucisku i prześladowań.

Wszystkie te trudności pobudzały wielu Mazurów do twórczości. Tak to lud odcięty od wieków od głównego pnia i w swej masie niemal bezbronny, sam, bez jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz począł tworzyć „literaturę”, która miała słowem wyrazić to, co go gnębiło i bolało.

Z licznego i bogatego grona mazurskich poetów ludowych najciekawszym zjawiskiem był niewątpliwie Michał Kajka (1858 - 1940) z Ogródka w powiecie Ełk. Piękna polszczyzna i tematyka religijna niektórych jego wierszy wskazują, jak żywa była do niedawna jeszcze na Mazurach tradycja Reformacji i Złotego Wieku, jedynego w historii okresu łączności mazurskiego ludu z ojczyzną. Na jego mogile znajduje się płyta granitowa z napisem:

O, ojczysta nasza mowo,

Coś kwitnęła nam przed laty,

Zakwitnijże nam na nowo,

Jako kwitną w lecie kwiaty.

Ziszczenia swych marzeń Kajka nie doczekał. Nie doczekali go też inni Mazurzy, gdyż powojenna rzeczywistość w dramatyczny sposób obcięła wszelkie marzenia i nadzieje. Historia zatoczyła potężne koło i powróciła na znajome tory. Wlokące się za ewangelikami i zatruwające im życie, niczym posępne widmo, uogólniające hasło „Polak - katolik” znowu stało się skutecznym narzędziem w rękach tych, którzy ograniczyli swoje postrzeganie świata do dwóch barw: czarnej albo białej.

Znamienne i paradoksalne jest to, że tzw. Polska Ludowa dla uczczenia i upamiętnienia zasług najwybitniejszych synów ludu mazurskiego (notabene ewangelików), nadała później najpiękniejszym miastom i wsiom tej ziemi nazwy Mrągowo, Giżycko, Kętrzyn, Kajkowo...

Wraz z „radością nowego, wolnego życia” - jak czytamy we fragmencie dawnej propagandy peerelowskiej - rozpoczął się nowy okres w historii całego regionu, a w ślad za nim nowy porządek, często naznaczony dramatyzmem i ludzką tragedią. Mazurska społeczność regionu stała się niewygodna i nie pasująca do otoczenia, stała się zbędną warstwą etniczną „drugiej kategorii”. Nie było mowy o współistnieniu kultur i tradycji, nastąpiło raczej zderzenie i unicestwienie wszystkiego tego, co stanowiło o tożsamości regionu. Dziś pozostały jedynie mity i krzywdzące stereotypy, a przecież bez poznania prawdy niezrozumiały pozostanie los Mazurów i ich nieobecność w rodzimym mazurskim krajobrazie. Wygląda jednak na to, że nic się nie stało i nie ma nad czym rozdzierać szat: zginął tylko jakiś poewangelicki, a więc obcy kulturze i tradycji polskiej świat...

Mazury budzą dziś zdziwienie i zachwyt. Wyjątkowy urok krajobrazu zdobył tej krainie przysłowiową popularność w całej Polsce. Sławę jej ponieśli szeroko po kraju turyści i goście, którzy ściągają tu gromadnie dla poznania ciekawej architektury mazurskich miast oraz ocalałych pamiątek niedawnej kultury i tradycji, rozsianych na szerokiej przestrzeni wielu jezior i wód. Ale historia ziemi ojczystej Mrągowiusza, Kętrzyńskiego, Kajki, i innych, to ciągle rzeczywistość nie opisana, odarta z prawdy i pamięci, i odrzucona przez obecnych mieszkańców regionu.

 

 

Rejnold Kuchn, Muzeum Reformacji Polskiej