Nasza mała mazurskość

Rozważania opiekuna Muzeum Reformacji

 

We wschodniej części Krainy Wielkich Jezior Mazurskich, na przesmyku między malowniczymi jeziorami Ryńskim i Ołów, leży piękne miasteczko Ryn. Chociaż nigdy w nim nie mieszkałem, ono jednak stanowiło znajome tło mojego dzieciństwa. Było pierwszym miastem, które widziałem w życiu. Z racji mojego beztroskiego wówczas wieku, długo nie zaprzątałem sobie głowy wiedzą o sprawach mazurskich. Jednak i bez mojej zasługi, czy też winy, jestem w tych dziejach zakorzeniony, więc z uporem będę do nich wracał. Dla mnie rozmowa o mazurskości, która już na ogół nikogo nie interesuje, to kolejny pretekst do zadumy nad tym kim jesteśmy i jakie są nasze związki z tym pięknym zakątkiem świata - miejscem naszych narodzin. Zaduma ta każe się zastanowić jaki jest nasz związek nie tylko z tym pejzażem, lecz i z tutejszym zapisem dziejów, szczególnie tym powojennym. Odnosi się to zarówno do nas Mazurów, jak i do obecnych mieszkańców regionu.

Jak na razie jednak młodzi ludzie z Mazur nie znają najbliższej historii, nawet tej z lat 1945 - 1965. W szkołach mazurskich nie mówi się o historii własnego regionu, ani o tzw. regionalizmie mazurskim. Nawet miejscowi przewodnicy turystyczni opowiadają jedynie o mitach i legendach, trwoniąc bezmyślnie (i często z pełną świadomością) całe bogactwo kulturowe i historyczne regionu. Czy są to zatem ich strony ojczyste? Czy o tym, co należy do dziedzictwa narodowego, decyduje nie kryterium prawdy historycznej, lecz tylko i wyłącznie tzw. zapotrzebowanie konfesyjne i polityczne?

Główny bohater książki „Muzeum ziemi ojczystej”, napisanej przez urodzonego w Ełku w 1926 r. i prawie całkowicie nieznanego w naszym regionie pisarza Siegfrieda Lenza, mówi: Przeszłość należy do nas wszystkich, nie można jej dzielić, wygładzać, to wszystko się przecież ze sobą zrasta, a kto próbuje rozdzielić rzeczy i dowody, któreśmy odziedziczyli, kto chce sobie sprawić czysty rodowód, ten wie, że musi użyć przemocy.

Jak na razie jednak sprawy mazurskie nie wzbudzają większego zainteresowania i potrzeby dyskusji, coraz mniej również słychać o nich w naszym milknącym ewangelickim świecie. Nic dziwnego, bo Mazury dziś to prawowiernie katolicka ziemia, a odszczepieńców Mazurów w nich już jak na lekarstwo. Tylko gdzie niegdzie ostały się ich resztki, zepchnięte na margines i nie chciane. Ci, którym odmówiono prawa do ziemi ojczystej powinni siedzieć cicho i udawać, że wszystko jest na swoim miejscu. Początek XXI wieku też tej ciszy nie przerwał. Bez tematu Mazurów jest spokojniej i wygodniej, nic już nie zakłóca beztroskiego biegu kolejnych miesięcy i lat.

Wiem, że pora nam odejść i nie przeszkadzać, bo w tym pięknym mazurskim krajobrazie Mazurzy są dziś zbędną warstwą etniczną i kulturową - powtarzam sobie, a zaraz potem dopada mnie melancholia i tęsknota do tych jezior, łąk i lasów. - Tylko czym my Mazurzy zawiniliśmy, że nie ma tu dla nas miejsca?

Po chwili jednak otwieram księgę gości Muzeum Reformacji Polskiej w Mikołajkach i dla ukojenia serca czytam jeden z niezwykłych i wyjątkowych wpisów, który dokonano zaledwie kilka dni temu. Świadczy on o tym, że prawdziwa wiara, wrażliwość i dobroć serca potrafią przełamać wszelkie bariery i uprzedzenia konfesyjne. A oto ten wpis: Bardzo ciekawe i pouczające doświadczenie. Dobrze dowiedzieć się czegoś nowego o naszych braciach - chrześcijanach ewangelickich. Szczególnie tu na Mazurach widać ich ogromny wkład w kulturę i umacnianie duchowych wartości. Smutne jest to, jak wielu opuściło tę ziemię... Tym, którzy pozostali życzymy wszelkiej pomyślności oraz sił do wytrwania w wierze ojców. Szczęść Boże!

A więc tak niewiele trzeba aby się spotkać, spojrzeć sobie w oczy... Uścisnąć dłonie. By potwierdzić, że wszyscy jesteśmy sobie potrzebni i że mamy swoje miejsce w tym pięknym zakątku świata - rodzinnych stronach naszych narodzin. Czy ta myśl to ułuda tylko, czy też nadzieja? - pytam sam siebie i powoli zamykam księgę.

 

Piękne, maleńkie miasteczko Ryn. Ono powraca w moich wspomnieniach i snach. Było pierwszym miastem, które widziałem w życiu. Przez wiele lat, mimo że czasem tu przejeżdzałem, wiodłem życie z dala od niego. Dopiero gdy spotkałem miłość mojego życia, częściej tu zaglądam i bywam. Dzisiaj maleńki Ryn to dla nas obojga znajome miejsce naszego dzieciństwa, to nasza mała mazurskość...

Rejnold Kuchn